Metka jako dźwignia handlu

Zachwyt Andy Warhola nad błękitnymi spodniami marki Levis jest jedną z wielu powszechnie znanych odsłon oryginalnej filozofii tego ekscentrycznego artysty. Widział on w produkcie spółki Levi Strauss & Co źródło inspiracji i mawiał, że „zarabiać pieniądze to sztuka, pracować to sztuka, ale robić dobre interesy to sztuka największa”. Walka o globalną renomę i ochronę tej marki przeniosła się obecnie na bieżącą wokandę I Senatu ds. cywilnych („I Zivilsenat”) Trybunału Federalnego w Karlsruhe (Niemcy) - Trybunał Federalny to najwyższa instancja sądownictwa cywilnego w Niemczech (nazwa w języku niemieckim: Bundesgerichtshof, skrót: BGH). Chodzi o… drobną, czerwoną wszywkę, którą na oryginalnych produktach spółki Levi Strauss & Co umieszczono na lewej krawędzi prawej tylnej kieszeni spodni.

Stanowi ona tzw. wspólnotowy znak towarowy, wpisany 24 stycznia 2005 r. do rejestru znaków towarowych prowadzonego przez Urząd Harmonizacji Rynku Wewnętrznego (OHIM) z siedzibą w Alicante (Hiszpania), pod nr. 2292373. Znak podlega tym samym ochronie na mocy art. 9 ust. 1 Rozporządzenia Rady (WE) nr 207/2009 z 26 lutego 2009 r. w sprawie wspólnotowego znaku towarowego. Wg oficjalnych danych spółki Levi Strauss & Co, ten legendarny „czerwony znaczek” umieszczono już na 3,5 mld dżinsów, sprzedanych w ponad 100 krajach pięciu pokoleniom konsumentów!

Sprawa dotyczy użycia przez lokalnego producenta oznaczenia swoich produktów w sposób zbliżony do oryginału Levisa (sygn. akt: I ZR 206/10 „rotes Stofffähnchen an Jeans-Hosen”). Strona powodowa, jaką w sporze jest Levi Strauss & Co, podnosi, że takie działanie skutkowało naruszeniem przysługującego jej prawa ochronnego w stosunku do przedmiotowego „wspólnotowego znaku towarowego”.

Pozwany przedsiębiorca wskazuje, że pomimo podobieństw w oznaczeniu towaru, są też i różnice, które jednoznacznie wykluczają możliwość wprowadzenia konsumenta w błąd co do marki produktu.

Sąd I instancji, wyrokiem z 22 czerwca 2004 r., uwzględnił powództwo (LG Hamburg, sygn. akt: 312 O 482/03). Sąd II instancji, wyrokiem z 18 listopada 2010 r. oddalił apelację pozwanego (OLG Hamburg, sygn. akt.: 3 U 130/04). Trybunał Federalny już raz orzekał w sprawie, uchylając pierwsz, oddalający apelację wyrok II instancji z 2 lutego 2006 r. (OLG Hamburg, OLGR 2007, 372) i przekazując sprawę do ponownego rozpoznania (wyrok z 5 listopada 2008 r., sygn. akt: I ZR 39/06). Jednak po ponownym, wskazanym powyżej, niekorzystnym dla pozwanego orzeczeniu z listopada 2010 r., sprawa znowu trafiła do Trybunału.

Tak więc, paradoksalnie, oznaczenie produktu bywa coraz częściej elementem większej wagi niż sam produkt. Trend wytycza tu w dużej mierze nowa, „wirtualna” rzeczywistość. Taki wniosek wypływa nie tylko z bieżącej światowej wokandy i wskazanego przykładu wieloletniego sądowego sporu w Niemczech, ale również z samego faktu, że instytucja znaku towarowego zabezpieczona jest potrójnym pierścieniem tzw. prawa ochronnego na znak towarowy, w postaci:

1) systemu krajowego - np. postanowienia polskiego prawa własności przemysłowej, 2) systemu regionalnego - realizowanego przez takie urzędy, jak OHIM czy Urząd Znaków Towarowych Beneluksu (BTO) oraz

3) systemu międzynarodowego (madryckiego) - poprzez działalność Światowej Organizacji Własności Intelektualnej (WIPO) w Genewie, m.in. w związku z tzw. porozumieniem madryckim.

Ciekawe z którego systemu prawa ochronnego skorzystałby znak towarowy andersenowskich „nowych szat cesarza”?

Milena Bodych

Pytania i odpowiedzi zobacz więcej >>